A gdyby tak rzucić wszystko i ruszyć w podróż?

Wiedzieliśmy, że rok 2020 będzie inny niż wszystkie. Mieliśmy ogromne plany i marzenia, które chcieliśmy zacząć realizować jak najszybciej. Niestety świat dla nas wszystkich miał trochę inne zamiary. Jednak nadszedł moment kiedy uznaliśmy, że już czas aby jednak te marzenia spełnić. Jakie marzenie? Takie żeby rzucić wszystko i ruszyć w podróż.


Któregoś wczesnego ranka w Dolinie Muminków Włóczykij obudził się w swoim namiocie i poczuł, że nadeszła jesień i czas ruszać w drogę. Taki wymarsz jest zawsze nagły. W jednej chwili wszystko się zmienia, temu, kto odchodzi, zależy na każdej minucie, szybko wyciąga namiotowe śledzie i gasi żar, zanim ktokolwiek przyjdzie przeszkadzać i wypytywać, i zaczyna biec, w biegu zarzucając plecak, i wreszcie jest już w drodze, raptem spokojny niczym wędrujące drzewo, na którym nie porusza się ani jeden liść. Tam, gdzie stał namiot, świeci pusty prostokąt zbielałej trawy. Później, kiedy zrobi się dzień, zbudzą się przyjaciele i powiedzą: „Odszedł, widać jesień się zbliża”.

Tove Jansson, Muminki

Nasze największe marzenie

Od kiedy pamiętam dojrzewało w nas jedno marzenie: aby ruszyć w świat z biletem w jedną stronę. Zaczęło się od na pozór błahej rozmowy.

– Wiesz, chciałabym kiedyś pojechać w taką długą podróż. Taką, że nie będę wiedziała kiedy wrócę. W taką podróż dookoła świata.

– To jedźmy. – odpowiedział mój mąż, zawsze gotowy aby zamienić nawet najbardziej nierealne plany w czyny.

Nie było to jednak takie proste. Jako Polka i Egipcjanin, taka podróż wymagała od nas porządniejszych przygotowań. Najpierw trzeba sprawdzić dokąd dokładnie Mohamed może wjechać bez wizy, później dokładnie zaplanować trasę aby na czas złożyć wnioski wizowe. Właściwie to nasza wolność podróżowania kończyła się na granicach Unii Europejskiej. A my chcieliśmy ruszyć dalej i na dłużej. Pojawił się też drugi problem: my po prostu nie mieliśmy na to pieniędzy. Kiedy pomysł dłuższej podróży zakiełkował w naszych głowach, dopiero zaczynaliśmy układać sobie życie w Polsce.

Najpierw praca i podróże po Europie

Postanowiliśmy więc najpierw skupić się na pracy i podróżach po Europie. Tak też zrobiliśmy. Lata ciężkiej pracy, często po kilkanaście godzin dziennie, zmiany pracy, w międzyczasie podróże bliższe i dalsze. Zaczęliśmy podróżować samochodem po Europie i powoli dochodziliśmy do perfekcji w tym stylu podróżowania i zamieniania naszego Land Rovera w sypialnię. Zwiedziliśmy większość Europy, kilka razy wróciliśmy do Egiptu. Lecz to wciąż nie było to. Wciąż chcieliśmy czegoś więcej.

 

Festiwal wymówek

Jednocześnie nadal znajdowaliśmy jakieś wymówki. A to nowa ciekawa praca, a to ślub w bliskiej rodzinie, a to wciąż nie mamy wystarczająco oszczędności, a to nadal nie potrafimy zacząć załatwiać wiz dla Mohameda. Coraz więcej pytań i obaw. Co będzie jeśli skończą nam się pieniądze? A co jeśli Mohamedowi odmówią wizy i utkniemy gdzieś na granicy? Raz po raz ogarniał mnie strach, że to się nie uda, że może powinniśmy w końcu porzucić te wielkie marzenia i zejść na ziemię? Oszczędności zainwestować w kredyt na mieszkanie, który będziemy spłacać przez kolejne 30 lat przy akompaniamencie odmawiania sobie wszystkiego co przyjemne i kosztowne?

Jednocześnie jakiś głos w środku mówił nam, że przecież my tak nie chcemy żyć. Nie zależy nam na własnych czterech kątach ani najnowszym samochodzie. Nie potrzebujemy tego do szczęścia. Za to potrzebujemy zmiany i podróży bez pośpiechu. Takiego wyjazdu w czasie którego nie będziemy musieli się martwić, że kończy nam się urlop i czas wracać do domu. Zdaliśmy sobie też sprawę, że zawsze coś nas ominie. Nie można być tu i tam jednocześnie. Kiedykolwiek byśmy nie zdecydowali się na ten krok, ominęłyby nas ważne wydarzenia w życiu naszej rodziny i przyjaciół. Ale co wtedy z naszymi marzeniami? Nie możemy przecież czekać w nieskończoność, a dla nas to jest właśnie wydarzenie życia.

Jeden krok do przodu

Po miesiącach tych wątpliwości nastąpiła zmiana. Mohamed złożył wniosek o uznanie za obywatela polskiego i stał się pełnoprawnym Polakiem. Nie musieliśmy martwić się więc o załatwianie dla niego wielu wiz. Jeśli jakieś będą potrzebne, załatwimy je wspólnie dla nas dwojga. W ten sposób zniknęło nasze największe zmartwienie. Pod koniec roku 2019 zaplanowaliśmy jeszcze wyjazd do Egiptu na przełomie stycznia i lutego. Po powrocie mieliśmy zacząć szukać biletów w inną część świata.

I dwa kroki w tył

Jednak w marcu 2020 świat miał dla nas wszystkich inne plany. Wirus uziemił nas wszystkich. Pełni obaw sprawdzaliśmy bieżące informacje o zamykanych granicach oraz nowych obostrzeniach. Nasza wymarzona podróż coraz bardziej się oddalała. Siedzieliśmy w domu, pracowaliśmy zdalnie i przestaliśmy wierzyć, że cokolwiek nam się uda. Nawet kiedy podróże po Polsce były już możliwe, nie mieliśmy na nie ochoty. Nie chcieliśmy też kusić losu i trafić w miejsca pełne turystów. Woleliśmy odczekać dłużej. Z tygodnia na tydzień coraz więcej państw wracało do jako takiej normalności. Podróże zagraniczne zaczęły być możliwe pod warunkiem przestrzegania obostrzeń. Powoli chyba świat zdał sobie sprawę, że wirus nie zniknie, a trzeba zacząć znowu funkcjonować. Na dłuższą metę żadna gospodarka nie wytrzyma bez turystów.

 

To się dzieje!

Postanowiliśmy więc powoli zacząć wcielać nasz plan w życie. Najpierw rezygnacja z pracy, kupno biletów lotniczych, poinformowanie rodziny o naszej podróży, załatwienie wszystkich formalności niezbędnych przed długim wyjazdem. Wciąż pełni obaw powoli przygotowywaliśmy się na zmiany. Kiedy ktoś ze znajomych pytał na jak długo wyjeżdżamy, a ja odpowiadałam: „Nie wiem” zaczęło do mnie docierać, że to dzieje się naprawdę, że nie ma już odwrotu.

Kiedy złożyłam wypowiedzenie w pracy, poczułam pierwszy duży niepokój. To koniec stablizacji, koniec stałych comiesięcznych wpływów na konto. Teraz będziemy musieli radzić sobie jedynie z oszczędnościami. Jednak wiedziałam, że lata ciężkiej pracy, oszczędzania i wyrzeczeń nie mogły pójść na marne. Za każdym razem gdy ogarniał mnie lęk pytałam Mohameda:

– Czy naprawdę myślisz, że to co robimy ma sens?

– Tak – odpowiadał mój mąż, pokazując tym samym, że nie ma nad czym się już zastanawiać.

– A co jeśli się nie uda? – drążyłam z typowym dla mnie podejściem do planów i marzeń. Przecież zawsze coś może pójść nie tak.

– Wtedy przynajmniej będziemy mogli powiedzieć sobie, że spróbowaliśmy.

Są tacy, co zostają w domu, i tacy, co odchodzą. Zawsze tak było. Każdy może sam wybrać, ale musi to zrobić, póki jeszcze czas, i w żadnym razie nie rozmyślić się.

Tove Jansson, Muminki

Co teraz?

Kiedy to czytacie jesteśmy już w Turcji z biletem w jedną stronę. Nie wiem kiedy wrócimy. Nie wiem dokąd dojedziemy. Ale wiem, że damy sobie czas na zwiedzanie tak, jak jeszcze nigdy tego nie robiliśmy. Bez pośpiechu, bez stresu. Będziemy próbować nowych rzeczy, spełniać marzenia i oglądać świat. Być może będziemy musieli wrócić szybciej niż zakładamy. Być może nie wszystko potoczy się tak jak byśmy chcieli. Bierzemy pod uwagę każdą ewentualność. Doskonale wiemy, że może się udać lub nie. Jednak chcemy spróbować bo zawsze o tym marzyliśmy, a marzenia trzeba w końcu spełniać, prawda?

5 sierpnia rozpoczęła się nasza przygoda. Nie wiemy jak długo potrwa, ani gdzie i jak się zakończy. Mamy jednak nadzieję, że w niej też będziecie nam towarzyszyć, tak jak towarzyszyliście nam przez prawie 5 lat istnienia tego bloga.

Będziemy dla was nadawać tutaj na blogu, na kanale na YouTube, na Instagramie oraz Facebooku. Do usłyszenia!

 

5 komentarzy

  1. To trzymam kciuki, by wszystko się Wam udało 🙂 Też jestem za tym, by każdy decydował o swoim życiu 🙂
    Jeszcze tylko dodam, bo z racji zawodu, wiem jak to ważne: pamiętajcie tylko, by w czasie całej podróży mieć właściwe ubezpieczenie kosztów leczenia i następstw nieszczęśliwych wypadków, by w razie co nie narażać swych bliskich na olbrzymie wydatki…

    1. Author

      Spokojnie, nie pierwszy raz podróżujemy. Zawsze mamy ubezpieczenie 🙂

  2. Życzę powodzenia 🙂 Skoro to Wasze marzenie, to mam nadzieję, że jego spełnienie da Wam satysfakcję 🙂
    Ja nigdy nie marzyłam o tak długiej podróży, po kilkunastu dniach lubię powrót do domu. Ale każdy z nas jest inny i ma inne marzenia 🙂
    P. S. Kredyt przeraża zanim się go weźmie, później to już jak opłata czynszu 😉 A jednak jest to własne mieszkanie, w którym można robić co się chce i do którego chce się wracać. Ale to trzeba dojrzeć do tej decyzji, nie ma co się spieszyć.

    1. Author

      Mnie przeraża bo to jednak oznacza jakąś stabilizację, a ja jej nie chcę i być może nigdy nie będę potrzebować 🙂 Każdy powinien żyć tak jak mu odpowiada, właśnie o to w życiu chodzi, żeby nie robić nic wbrew sobie 🙂

Napisz komentarz