Jak (nie) okradziono nas w Indiach

Jak (nie) okradziono nas w Indiach

Ciężko przyznawać się do porażek, ale doszliśmy do wniosku, że jeśli chodzi o podróżowanie to trzeba mówić również o stronach negatywnych ponieważ pomoże to przestrzec innych. Już drugiego dnia naszego pobytu w Indiach natknęliśmy się na zawodowych naciągaczy i ledwo udało nam się uniknąć utraty pieniędzy przeznaczonych na podróż. Posłuchajcie co się właściwie wydarzyło…

Przylecieliśmy do Delhi w czwartek a następnego dnia wcześnie rano mieliśmy jechać pociągiem do Agry. Dużo wcześniej zarezerwowaliśmy tam już nocleg przez Airbnb. Rita, nasz host, była na tyle doświadczona w przyjmowaniu zagranicznych turystów, że uprzedziła nas na jakie sytuacje powinniśmy uważać aby bezpiecznie dojechać. Z jej opowieści dowiedzieliśmy się, że wyjątkową ostrożność trzeba zachować na stacji kolejowej w Delhi. Pełna jest oszustów, którzy mówią turystom na przykład, że ich pociąg jest odwołany i oferują pomoc w ramach której turysta musi zapłacić za prywatną taksówkę 15 tys rupii (czyli jakieś 220 $) podczas gdy bilet na pociąg normalnie kosztuje 600 rupii (ok. 9-10 $).

Wiedzieliśmy, że w Indiach możemy spotkać się z przebiegłymi oszustami, ale takie pomysły nie przyszły nam nawet do głowy.

Ucieszyliśmy się, że mimo to dowiedzieliśmy się o tym wcześniej bo w ten sposób będziemy lepiej przygotowani. Tak więc z samego rana udaliśmy się więc na stację aby pojechać pociągiem do Agry. Bilety pomógł nam wcześniej kupić przez Internet nasz serdeczny przyjaciel mieszkający w Delhi więc mieliśmy je wydrukowane ze sobą. Sporo czasu zajęło nam przejście przez kontrolę bagażu a następnie znalezienie odpowiedniego peronu. Jeszcze dłużej szukaliśmy odpowiedniego przedziału aby znaleźć nasze nazwiska na listach wywieszonych na drzwiach i móc później znaleźć odpowiednie miejsce.

Kiedy tak szukaliśmy odpowiedniego wagonu (nie, nie są wcale dobrze oznaczone), podszedł do nas pewien pan. Zapytał czy nie potrzebujemy pomocy, po czym z nie tęgą miną spojrzał na nasze bilety. Zamachał nam przed nosem jakimś identyfikatorem mającym potwierdzać, że pracuje na stacji po czym wyjaśnił, że nasze bilety nie są ważne na ten pociąg ponieważ powinniśmy byli wymienić je w kasie na bilety a nie przynieść wydrukowane. Brzmi jak największa bzdura, prawda? Też tak pomyśleliśmy, ale później facet zaczął opowiadać jakie wysokie kary nakładane są na podróżnych jadących bez biletu, że postanowiliśmy to sprawdzić.

Oczywiście najpierw zadzwoniliśmy do znajomego, który nam te bilety kupił. Niestety nie odbierał. Poszliśmy więc do kasy biletowej. Oczywiście „sympatyczny pan” podążał za nami. Zapytał czy znamy hindi, na co Mohamed odpowiedział, że nie. Tutaj ponownie zapaliła mi się czerwona lampka, że jednak coś jest bardziej niż nie tak. „Sympatyczny pan” zagadał szybko do pani w kasie i powiedział nam, że nie mówi ona po angielsku. Następnie zaczął tłumaczyć, że najbliższy pociąg do Agry będzie odjeżdżał z innej stacji za 2 godziny, ale on pomoże nam się tam szybko dostać. Zabrał nas na postój taksówek, negocjował przy nas cenę przejazdu (sic!) (założę się, że miał to targowanie zaplanowane razem z kierowcą już wcześniej) i wsadził nas do tuk tuka. Kierowca miał już ruszać, ale cała ta sytuacja wydawała się tak nieprawdopodobna, że kazałam mu czekać.

Mówię M. że coś jest nie tak, żebyśmy jeszcze raz zadzwonili do znajomego i zapytali. Przecież nie możliwe, żeby kupił nam złe bilety. Niestety kolega ciągle nie odpowiadał. Postanowiliśmy zadzwonić do naszego hosta w Agrze i zapytać, bo sytuacja bardzo zaczęła przypominać nam tę z jej mailowych opowieści. Kiedy już wybieraliśmy jej numer oddzwonił Adi. Szybko wyjaśniliśmy mu całą sytuację, a on oczywiście potwierdził, że właśnie ktoś próbuje nas oszukać. Wyskoczyliśmy w tuk tuka jak oparzeni (mina kierowcy i naszego naciągacza była wymowna 😉 ) i pobiegliśmy na peron ponieważ pociąg odjeżdżał za 5 minut. Szybko znaleźliśmy nasz wagon oraz odpowiednie miejsca i ruszyliśmy w drogę.

Do tej pory zastanawiam się, jak mogliśmy dać sobie wciskać takie bzdury przez dobre 15 minut, tym bardziej, że byliśmy o takich sytuacjach ostrzeżeni. Kiedy już jechaliśmy do Agry zaczęliśmy analizować po kolei co się wydarzyło na stacji. Facet zobaczył, że kręcimy się po peronie szukając odpowiedniego wagonu, pomyślał, że jesteśmy tam po raz pierwszy i będziemy łatwym łupem. Zamachał jakimś podrabianym dokumentem, sprawdził czy znamy hindi na wypadek gdybyśmy chceli zrozumieć o czym rozmawia z innymi „pracownikami” stacji. Prawie udało mu się nas oszukać. Był na tyle przekonujący, że Mohamed który zawsze pozostaje nieufny wobec obcych nabrał się bardziej niż ja. Dobrze, że w ostatnim momencie mieliśmy przebłysk zdrowego rozsądku i cała historia skończyła się dobrze 🙂

Po dojeździe do Agry opowiedzieliśmy wszystko naszym hostom. Okazało się, że wielu gości których przyjmowali miało podobne przygody. Mówiono im, że ich pociąg jest odwołany, opóźniony o kilkanaście godzin i proponowano pomoc albo w zorganizowaniu innego środka transportu (jak prywatnej taksówki wspomnianej na początku) albo w kupieniu biletu na inny pociąg, którego cena oczywiście ze względu na procent pobierany przez oszusta była zdecydowanie wyższa niż normalnie.

Moi drodzy. Pociągi w Indiach nie są odwoływane. Owszem zdarza się, że mają duże opóźnienie, ale jeśli tak jest to na peronach pojawia się stosowna informacja. Jeśli mówi wam o tym jakaś przypadkowa osoba, zignorujcie. Podobnie jeśli próbują wam powiedzieć, że bilet jest nieważny lub nastąpiła jakakolwiek inna katastrofa która uniemożliwi wam podróż. Nie wierzcie w takie opowieści. Bądźcie czujni bo niestety, oszustów na świecie nie brakuje.

DSC01787.JPG2.JPG logo
Takie widoki wynagrodziły nam problemy w Delhi

DSC01669 2 logo


Reader Comments

  1. Ale historia… Dobrze, że kolega oddzwonił na czas! Dobrze wiedzieć, przestroga na przyszłość. Ja zostałam oszukana na lotnisku w Chile przez taksówkarza obiecującego niską wynegocjowaną cenę, a jak dojechałam na miejsce zdarli ze mnie dużo więcej. Głupota, bo nie leciałam pierwszy raz i zwykle nie biorę taksówek, ale byłam strasznie padnięta i nie miałam sił się ogarnąć.

    1. Do tej pory nie rozumiem jak mogliśmy się dać tak nabrać na samym początku! Całe szczęście szybko wysiedliśmy. i nic się nie stało. Ale jak usłyszeliśmy później historię o Fracuzie który zapłacił jakimś oszustom za przejazd ponad 200$ to wcale nie było do śmiechu… To był nasz budżet na połowę podróży… Niestety z taksówkami też się często takie sytuacje zdarzają. Staramy się unikać tego środka transportu ale nie zawsze się udaje.

  2. Dobrze, że piszesz o tej historii, bo naprawdę warto przestrzec przed czymś podobnym innych. Widoki na zdjęciach naprawdę piękne 🙂

  3. Jezu, ja to mam zaległości u Was na blogu! Masakra, że ludzie tak próbują oszukiwać. Dobrze, że nie daliście się nabrać. W sumie trochę się nie dziwię, że negocjacje doszły aż do punktu z tuk tukiem, bo jednak byliście w obcym miejscu no a wiadomo, człowiek w takich okolicznościach nie jest do końca pewny swoich racji.

  4. Mieliśmy bardzo podobne sytuacje w Maroko prawie na każdym dworcu/stacji. “Wasz autobus jest odwołany” lub “droga własnie została zamknięta ale znamy inną i możecie z nami jechać” itp:) Wszystko trzeba dokładnie sprawdzać. Prawda jest tez taka, że złodziejaszki mają coraz to sprytniejsze sposoby ze często i my się zastanawiamy czy oby nie mają racji ;p Zawsze uważamy a mimo to pare razy tez daliśmy się naciągnąć przez nieuwagę 😉

Dodaj komentarz

%d bloggers like this:
Inline
Inline