8 rzeczy, które zaskoczyły nas w Indiach

Indie to były moim marzeniem od lat. Czytałam wszystko co wpadło mi w ręce a związane było z tym krajem: książki podróżnicze, historyczne, relacje z podróży na blogach. Interesowało mnie dosłownie wszystko. Zaraz po maturze aplikowałam między innymi na indologię, a ponieważ w końcu wybrałam inne studia językowe zapisałam się na lektorat z hindi 🙂 Oczywiste było, że celem naszej pierwszej dalszej podróż po ślubie będzie właśnie ten kraj. Chociaż zdawałoby się, że byliśmy świetnie przygotowani do tego wyjazdu to jednak mnóstwo rzeczy całkowicie nas zaskoczyło. Część z nich pozytywnie, inne negatywnie.

1. Każdy chce mieć zdjęcie z białym turystą

A jeszcze lepiej jeśli to jest turystka. Ilość osób prosząca nas o wspólne zdjęcie była porażająca. Nie mogliśmy przejść nigdzie niezauważeni. Na początku wyjazdu w Agrze nie przeszkadzało nam to tak bardzo. Poza tym wszyscy pocieszali nas, że w większych miastach będzie lepiej. Nie było. W efekcie zwiedzanie Delhi pod koniec podróży było niesamowicie męczące. Indusi potrafili nawet nie pytać o zgodę a robić mi zdjęcia zupełnie „przypadkiem”. Nie pomagało naciąganie na głowę kaptura żeby swobodnie zwiedzić fort w stolicy. Wypatrzyli nas wszędzie.

2. Turysta to chodzący worek pieniędzy

Indusi uważają, że turyści przyjeżdżający do ich kraju, a szczególnie ci biali, posiadają niekończące się zasoby finansowe. Próbują zarobić na dosłownie wszystkim. Nawet na odpłatnym pilnowaniu butów przed wejściem do meczetu w Fatehpur Sikri chociaż swobodnie można zwiedzać niosąc buty w ręku. To dla nich bez znaczenia. Przy wejściu lokalsi będą przekonywać, że nie można wejść do środka jeśli nie zostawi się butów przed wejściem i nie uiści odpowiedniej opłaty. Dodatkowo spróbują sprzedać ci wszystko, pamiątki, ubrania, nawet zestaw kart… W efekcie wszędzie i o wszystko trzeba się targować i bardzo uważać. Pełno jest ludzi, którzy na każdym kroku próbują jakoś turystów oszukać. Więcej o tym jak próbowano naciągnąć nas przeczytacie tutaj.

3. Turyści płacą więcej za wstęp

Na turystach wiadomo można zarobić lepiej więc bilety wstępu mają różne ceny. Za wejście do Tadź Mahal zapłaciliśmy 750 rupi od osoby czyli ok.45zł (teraz jest to już koszt 1000 rupi) podczas gdy Indusi płacili tylko 20 rupi czyli ok. 1zł. Chociaż 45 zł to nie jest jakaś ogromna kwota to jednak różnica w cenie jest znacząca. Zresztą podobnie jest z innymi rzeczami. Przetestowaliśmy sami. Najpierw ja pytałam o cenę jakiejś pamiątki, kilka minut później robił to nasz kolega Hindus. Cena dla mnie była przynajmniej dwukrotnie wyższa.

4. Oddzielne kolejki i przedziały metra dla kobiet

Przed wejściem do wielu turystycznych miejsc są oddzielne kolejki dla mężczyzn i kobiet. O tyle idealne rozwiązanie, że kolejki dla kobiet są zawsze o wiele krótsze 😉 Dodatkowo w Tadż Mahal były jeszcze kolejki dla cudzoziemców, kobiet i mężczyzn 🙂 Kobiety mają też specjalnie wydzielone przedziały w metrze w Delhi do których mężczyźni nie mogą wejść.

5. Niekończące się korki

Jeśli kiedyś myślałam, że w Warszawie są korki to całkowicie zmieniłam zdanie po pobycie w Indiach. Przejechanie dystansu 70 km samochodem aby dostać się do stolicy zajmowało nam czasem 3-4 godziny. Kulminacyjnym momentem stania w korkach były często auta zawracające na moście kiedy kierowcy zdecydowali, że czekają już zbyt długo 😉 Dodatkowo powszechnie obowiązująca jedna zasada dotycząca prowadzenia samochodu czyli brak jakichkolwiek zasad. Wciąż nie wiem jak to możliwe, że nie ma tam aż tylu wypadków. Przezabawne były też znaki drogowe z podpisami wyjaśniającymi ich znaczenie 😀

6. Brak plastikowych torebek w sklepach

Tutaj Indie mają u nas duży plus. Stan Radżastan w którym spędziliśmy najwięcej czasu całkowicie zakazał używania plastikowych torebek w sklepach. Przekonaliśmy się o tym kiedy poszliśmy na zakupy a akurat zapomnieliśmy wziąć swoją torbę.

7. Piękne stroje

Chociaż mama naszego przyjaciela opowiadała, że coraz mniej młodych dziewcząt ubiera na co dzień tradycyjne indyjskie stroje to jednak ciągle można zobaczyć mnóstwo kobiet noszących barwne sari, salwar kamiz i dupatty… Sama nie mogłam się napatrzeć! Oczywiście nabyłam kilka zestawów dla samej siebie 😉 Co ciekawe,  spodnie i salwar kupuje się w rozmiarze uniwersalnym a następnie wykańcza na miarę. Tak więc po raz pierwszy miałam ubrania szyte specjalnie dla mnie i do tego w Indiach 😉

8. Hindus szuka żony

Ślubne tradycje w Indiach to temat na zupełnie inny post. Ciągle wierzę, że kiedyś będziemy mieli okazję na jakimś być i zobaczyć wszystko na własne oczy. Póki co dowiadywaliśmy się jak wygląda poszukiwanie przeszłej żony lub męża. Chociaż wielokrotnie czytałam o tym wcześniej, wydawało  mi się, że mowa o przestarzałych już zwyczajach. Okazało się zupełnie inaczej. Wciąż popularne jest kojarzenie par przez rodziców. Pomocne w tym są ogłoszenia matrymonialne w… gazecie! Tak jak u nas znaleźć można ogłoszenia mieszkań w Indiach są ogłoszenia singli 😉 Podzielone są ze względu na różne kategorie, religię, język etc. Można wybierać wedle własnego uznania i najważniejszej kategorii 😉 W ogłoszeniu jest informacja o wykształceniu, wykonywanej pracy, zainteresowaniach. Szczególnie wartościowe są te, w których wspomni się o tym, że syn mieszka za granicą 😉

 

Długo moglibyśmy jeszcze pisać o tym co nas zdziwiło, co nam się podobało, a co nas męczyło. Niesamowite jak różnorodne i zaskakujące są Indie. Kto z was był w Indiach? Co was najbardziej zaskoczyło w tym kraju?

2 Replies to “8 rzeczy, które zaskoczyły nas w Indiach”

  1. Lubię czytać o takich ciekawostkach. Tadź Mahal za 45 zł, to i tak taniej niż wejście na Wawel. Stroje są naprawdę piękne. Gdy mieszkałam w Irlandii widziałam parę młodą i weselników z jakiegoś afrykańskiego państwa, cóż to był za piękny widok, tylu pięknych barw naraz chyba jeszcze nie widziałam 😉

  2. I dla mnie zaskakujące są te fakty! Widywałam filmiki w Internecie z ruchem miejskim w Indiach w roli głównej i niektóre sceny naprawdę powodowały szybsze bicie mojego serca.
    Chciałabym, żeby i mnie kiedyś Indie mogły zaskoczyć podczas podróży. 🙂

Dodaj komentarz